Link 02.05.2010 :: 22:44 Komentuj (2)
Czyli prom ;D Wszyscy wiecie, czym jest prom - to taka studniowka/bal maturalny. Tyle, ze tutaj jest on dla seniors AND juniors (czyli tak jakby dla 2 i 3 klas w polskich liceach - fajnie by bylo, co? ;] )
Oczywiscie nie obylo sie bez pre-prom drama. Moj rok tutaj nie bylby kompletny bez tego ;P w kazdym razie, po wzlotach i upadkach skonczylam na tym, ze poszlam z duza grupa znajomych. I chwala niebiosom. W koncu na co komu facet do szczescia?
Zostalam wystrojona od stop do glow przez 3osobowa armie stylistek w postaci studentek Quincy'ego. Zalapalam sie nawet na sztuczne rzesy i tipsy (ktore odpadly po 2 godzinach, ale niewazne ;P ). Zrobily mi wlosy i makeup i naprawde spisaly sie na medal :) Wyszlo super :)


Ok. 5 razem z moja bliska kolezanka, Cassie, pojechalysmy spotkac sie z reszta naszej grupy i probobic sobie zdjecia. Na szczescie pogoda wmiare dopisala i nie padalo.



Ok. 6:15 (bal zaczynal sie o 7) ruszylismy w droge do Grand Rapids i oczywiscie wydurnialismy sie w samochodzie (7osobowy van ;D ). Impreza zaczela sie od kolacji, ktora byla przepyszna - do wyboru chinszczyzna, meksykanskie albo wloskie... mniammmm :)
Ok. 8:30 zaczela sie normalna czesc balu, czyli dance. Niestety muzyka byla lekko do dupci - za duzo hiphopu z rytmem na jedno kopyto. Ale co poradzic... Glowna atrakcja wieczoru byla jednak karuzela. Taka duza, gdzie sie siedzi na roznych zwierzatkach i gra taka tandetna muzyczka. Ale jaka zabawa przy tym! My przejechalysmy sie ze 3 razy. Mozna sie bylo znow poczuc jak dziecko.

Generalnie bylo super. Szkoda tylko, ze wszystko co dobre szybko sie konczy...
Pozdrawiam
Spring break, czyli niesamowite 7 dni podrozy po Stanach
Link 11.04.2010 :: 21:44 Komentuj (3)
Ach, kochajmy przerwe wiosenna ;D ale nie myslcie sobie, tu
w Stanach maja lepiej, bo w Polsce mamy 2 tygodnie ferii zimowych, a oni ich tu
nie maja. Jest tygodniowa przerwa wiosenna. A moja byla calkowicie wystrzelona
w kosmos! Ja, Michelle, Granny i Louanne (nie mam zielonego pojecia, czy tak
sie pisze to imie. W kazdym razie jest to przyjaciolka Granny. Dwie swirniete
55latki, ktore maja wiecej energii i poczucia humoru niz 90% nastolatkow ;D )
Dzien pierwszy. Sobota. 12 godzin w samochodzie. Nic ciekawego. 4 stany -
Michigan, Ohio, Pennsylvania i New Jersey.
Dzien drugi. Niedziela. Wstalysmy ok. 6 i juz o 9 bylysmy w... New York City!
Byla hardcorowa mgla, wiec wiezdzajac do miasta przez Washington Bridge nie
bylo widac nic. Sam most znikal nad glowami w grubej, nieprzeniknionej bialej
powloce. Troche to bylo przerazajace.

Dotarlysmy do naszego hotelu, zostawilysmy bagaze i samochod, po czym
wyruszylysmy na podboj miasta. Okazalo sie, ze mieszkalysmy 3 przecznice od
Broadway (how cool is that!) i jakies 10 od Times Square, wiec juz po jakichs
20 minutach bylysmy w raju, w centrum wszystkiego. Widok niesamowity! W zyciu
nie widzialam miasta az tak tetniacego zyciem w niedzielny (Wielkanocny!)
poranek.
The Naked Cowboy ;D niezle kokosy tam zarabia ;P

Naszym celem byl Gabinet Figur Woskowych Madame Tussauds. Jako iz bylo to moje
marzenie odkad pierwszy raz o tym uslyszalam, a nie udalo mi sie pojsc w
Londynie, to uparlam sie, zeby pojsc. I bylo warto. No popatrzcie na te
zdjecia!
Ooooooch, Brad Pitt byl megasexy ;D



Nastepny punkt programu... "Lion King the musical"! Prawdziwy
broadwayowski musical! Na zywo! W prawdziwym teatrze muzycznym na Broadwayu! No
czego tu chciec wiecej? Marzenia naprawde sie spelniaja, tylko czasem trzeba
byc upartym ;)
Bylo to jedno z najbardziej poruszajacych wydarzen w moim zyciu (do piatku, ale
o tym pozniej). Rozplakalam sie juz przy pierwszej piosence ("Circle of
life") widzac piekno kostiumow i scenografii i slyszac te niesamowite
glosy. Potem mialam ochote sobie strzelic w leb, kiedy na scene wyszla dwojka
dzieci (10 i 11 lat) grajacych mlodego Simbe i mloda Nale. Boze, w zyciu nie
slyszalam tak niesamowitych dziececych glosow. Niech sie schowaja te wszystkie
dzieciaki z Got Talent czy czegos tam, bo przy tej dwojce wymiekaja.
Nie da sie opisac piekna tego przedstawienia, a wiadomo, zdjec robic nie mozna.
Wiec wrzuce cos z internetu ;)
to wszystko sa normalni ludzie w kostiumach!

Na zakonczenie tego pieknego dnia poszlysmy na kolacje do restauracji
"Mars 2112". Owszem, MARS xD Cala zabawa polega na tym, ze wchodzisz
do srodka, sadzaja cie w kabinie rakiety kosmicznej i wysylaja na Marsa ;D
Wysiadasz i wszedzie na okolo sa Marsjanie ;D Szkoda tylko, ze zarcie
calkowicie przecietne. Ale coz, nie mozna miec wszystkiego.

Dzien trzeci. Poniedzialek. Budzik zadzwonil o... 5:30. O tak, o 5:30 RANO.
Wiem wiem, to wczesniej niz do szkoly, a podobny to mialy byc wakacje ;P Ale
bylo warto, bo nastepny punkt programu: Statua Wolnosci. Juz ok. 8:30
przedostalysmy sie "lodeczka" (czyli taka duza barka) na Liberty
Island. A 354 stopnie pozniej bylysmy na jej szczycie, na koronie. O rany, co
za niesamowity widok. Tylko popatrzcie!

pierwsza pochodnia
Nastepnie wrocilysmy na staly lad, zeby zobaczyc miejsce, gdzie staly
"Twin Towers". World Trade Center. Kiedys najwyzsze budowne na
swiecie, teraz plac budowy. Bo buduja nowe WTC. Tym razem tylko jedna wieze.
Praca wre. Ale Oni (Amerykanie) nigdy nie zapomna. O nie.
Kolejny przystanek: Wall Street. "Look! Here goes all your money,
Granny!" powiedziala Michelle wskazujac na jeden z gorujacyh nad nami
budynkow.
to tutaj jak zadzwoni dzwonek to sie wszyscy przekrzykuja ;P

Dalej: Fifth Avenue, czyli wszystkie lansiarskie sklepy i butiki Nowego Jorku
xD A jako iz ta piekna ulica konczy sie w Central Parku, to tam tez sie
udalysmy. Jejku, jak tam przepieknie! Oczywiscie sloneczna pogoda I ok. 28
stopni sprawily, ze nie bylysmy tam jedyne ;P
Dzien czwarty. Wtorek. Budzik znowu zadzwonil o 5:30. Kierunek:
studio NBC i the Today Show (czyli takie “Dzien dobry TVN”). Dopchalysmy sie do
pierwszego rzedu i pare razy pokazali nas w ogolnokrajowej telewizji ;D Fajowo
bylo ;D
A najsmieszniejsze byly neogotyckie koscioly wcisniete miedzy nowoczesne wiezowce ;P
Nastepny przystanek – samochod i w droge do Waszyngtonu! Po
drodze zatrzymalysmy sie w Baltimore. Przesliczne miasto z cudnym portem.
Do Waszyngtonu
dotarlysmy ok. 6. Pochodzilysmy chwile po okolicy, a potem udalysmy sie do Old
Post Office, zeby cos zjesc. Waszyngton nie jest najbezpieczniejszym miastem,
wiec nie wloczylysmy sie zbyt dlugo.
Dzien piaty. Sroda. Tym razem wstalysmy o 7 – sukces ;D
Pierwszy na liscie atrakcji byl cmentarz wojskowy Arlington. Kurde, gdyby tak
wygladaly cmentarze katolickie, to 1 listopada wcale nie bylby tak posepny.
Tylko spojrzcie!
Dalej – Pentagon. I pomnik upamietniajacy 11 wrzesnia.
Generalnie Waszyngton to jeden wielki pomnik upamietniajacy rozne rzeczy ;P
Z Pentagonu ruszylysmy do Capitolu. Capitol, Sad Najwyzszy
itd. No i piekny widok na The Mall.
Wieczorem – mecz baseballu. Bo jako iz z mojego powodu
udalysmy sie na przedstawienie na Broadwayu, to zeby bylo sprawiedliwie, Granny
dostala mecz ;P Ale nie bylo tak zle. Chociaz nadal nie ogarniam tej gry, ale
to szczegol. 
Dzien szosty. Czwartek. Budzik znow o 7. I ruszamy na podboj
Bialego Domu! I nawet widzialysmy helicopter prezydencki ;D Michelle pewnie
dzieci do szkoly wiozla ;P Bo Barack w Czechach siedzial.
Z Bialego domu przemiscilysmy sie na The Mall (to cos w
rodzaju parku, ktory ciagnie sie od Capitolu do pomniku Lincolna. I generalnie
wszystko, co jest wazne sie tam znajduje). Zobaczylysmy pomnik upamietniajacy
Druga Wojne Swiatowa, wojne w Korei, wojne w Wietnamie i Lincolna
pomnik Lincolna
Wojna w Korei
Druga Wojna Swiatowa
Nastepnie wsiadlysmy w samochod I pojechalysmy do pomnika
Jeffersona i katedre narodowa, po czym opuscilysmy Stolice.
Dzien siodmy. Piatek. Po noclegu w Pennsylvanii zrobilysmy
maly objazd, zeby zobaczyc miejsce, gdzie rozbil sie lot 93 (kolejny samolot z
11 wrzesnia. Ten lecial na Bialy Dom, ale zaloga i pasazerowie pokonali
terrorystow. Niestety, pilot nie zyl, wiec runeli na ziemie w szczerym polu.
Teraz wszyscy sa bohaterami narodowymi). Nigdy w zyciu pomnik mnie tak nie
wzruszyl. Ryczalam jak male dziecko. Pewnie tez dlatego, ze pierwszy arz
uslyszalam szczegoly tej historii. A sciana z rzeczami, ktore ludzie zostawiaja
tam dla uczczenia bohaterow wcale moim lzom nie pomagala. Cos niesamowitego.
Do domu dotarlysmy ok. 19. To byla cudowna przygoda. Szkoda
tylko, ze nastepnego dnia katastrofa samolotu w Smolensku rzucila na nia cien.
[*]
co tam u mnie...
Link 23.03.2010 :: 01:20 Komentuj (5)
Zycie sie stanowczo ustatkowalo po zakonczeniu musicalu. Nawet troche za bardzo. Ale wiadomo, po jednym problemie, przychodzi nastepny. Tym razem natury wewnetrznej. Bo przerazliwie boje sie wracac do domu. Wiadomo, chce spotkac sie z rodzina i przyjaciolmi, ale gdybym zamiast tego mogla ich wszystkich przeprowadzic tutaj, to byloby bosko. Bo nie chce zostawiac tych wszytskich wspanialych ludzi tutaj. Nawet do potworkow (czyli mojego mlodszego rodzenstwa) sie przyzwyczailam i przywiazalam!
1 maja mamy prom. Czyli trzeba bylo kiecke kupic! Oto moje dziecie ;D

A dodatkowo kilka przypadkowych zdjec :)


Taaaak... Mlodsze rodzenstwo moze dostarczyc czlowiekowi rozrywki ;)
ech, i zawialo nuda...
Link 15.03.2010 :: 20:41 Komentuj (2)
Serio, musical sie skonczyl i totalnie nie ma co robic! Jeszcze na dodatek pogoda depresyjna, bo pada. A jak nie pada, to jest pochmurno i wieje, wiec nosa sie nie chce z domu wystawiac. Wiem, nie powinnam narzekac, bo przynajmniej nie jest tak zimno, jak u Was, w kochanej Polsce. I przynajmniej snieg stopnial. Ale i tak jest paskudnie!
Dzisiaj snila mi sie moja polska szkola, urokliwy Zamoy z pania Szczygielska na czele. To chyba nie jest normalne, co? Akurat za szkola nie tesknie. Bo wiele bym dala za to, zeby do Polski przetransportowac amerykanski system nauczania, oj wiele. I teatr w szkole... Och, zycie byloby piekne!
Pozdrawiam
MUSICAL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Link 07.03.2010 :: 19:46 Komentuj (3)
No i minely dwa miesiac i musical sie skonczyl. Teraz zacznie sie depresja, bo nie bede miala co robic. Nie wspominajac juz o wracaniu ze szkoly autobusem (ble) zamiast cieplutkim samochodzikiem Cassie. Echh...
No ale ja moze o przedstawieniu opowiem. Generalnie pozarlo i ono zycie. Nie mialam na nic czasu przez ostatnie dwa tygodnie (dlatego tez w zeszlym tygodniu nie ukazala sie notka). Od zeszlego poniedzialku (22.02) mialam proby codziennie, od 14:45 (kiedy koncza sie lekcje) do ok. 18. A potem trzeba bylo lekcje odrabiac i troche z familia pobyc. W piatek (26.02) pierwsza proba w kostiumach i make-upie. W sobote (27.02) wielka proba, od 9:00 do 14. Nastepnie poniedzialek i wtorek od 14:45 do 18. No i w srode wieczorem premiera! Bylo super. Wszyscy sie strasznie denerwowali przed podniesieniem kurtyny, ale po wejsciu na scenie to sie jedzie na takiej adrenalinie, ze nawet sie nie zauwaza tych setek oczu wlepionych w ciebie.

W czwartek bylo chyba nieco slabiej niz z w srode, a w piatek osiagnelismy apogeum naszych umiejetnosci i tlum oszalal. Serio. Dostalismy mega owacje na stojaco, publicznosci klaskala i krzyczala i w ogole bylo ekstra. Po pokazie wszyscy (70 osob - obsada plus ekipa) pojechalismy do Stake'n'Shake swietowac. Dziwie sie, ze nas stamtad nie wywalili ;P Bardzo wspolczulam wszystkim, ktorzy tam byli.




Wczoraj znowu poszlo nam swietnie. Po uklonach ludzie zaczeli plakac (w sensie aktorzy ;P ). Uwazam, ze nie ma nic bardziej uroczego niz placzacy chlopcy ;) Zdecydownie bede bardzo, ale to tesknic za cala obsada. Swietnie nam sie razem pracowalo, poznalam mase niesamowitch ludzi. I mam nadzieje, ze kontakt nam sie nie urwie razem z koncem prob. Szczegolnie z niektorymi ;)
z Cassie. Powiem tylko, ze zrobienie tej fryzury zajelo mi jakies 45 minut. I bylam z niej bardzo dumna. Bo moje wlosy naprawde nie lubia byc krecone. Wiec mialam na glowie spora warstwe lakieru. Wybacz, ozonie.



go seniors, go go go seniors ;D


mmm, I LOVE men in uniforms =D


Po wczorajszym wystepie mielismy cast party. Wszyscy zwalili sie do studia fotograficznego rodzicow jednej dziewczyny i najpierw ogladalismy "UP", a potem gralismy w najdurniejsza i za razem najsmieszniejsza gre na swiecie - "Honey, I love you". To troche jak gra w "pomidora", tyle ze zamiast mowic "pomidor" nie mozesz sie usmiechac podczas gdy osoba, ktora ma Cie do owego usmiechu zmusic, mowi "Honey, I love you. Would you please please smile?". I generalnie, wszelkie chwyty dozwolone, byleby tylko zmusic do usmiechu. Tiaaa, Amerykanie sa szaleni ;P I zdecydowanie potrafia bawic sie bez "dopalaczy" :)
impreza niespodzianka
Link 19.02.2010 :: 02:02 Komentuj (1)
Nie wiem, jak wy, ale ja zawsze chcialam zorganizowac komus impreze-niespodzianke, taka z wyskakiwaniem z ciemnego pokoju z balonami i tortem itd. No i w koncu mi sie udalo :) Jedna z moich kolezanek, Cassie, miala osiemnastke w poniedzialek. Jej przyjaciolka, Ann, ustalila z jej rodzicami, ze zabiora ja gdzies popoludniu i wroca ok. 7, kiedy my juz bedziemy czekac przygotowani. Tak tez sie stalo. Mielismy balony, tort, jakies slodycze no i rozrywke wieczoru - Twistera. Bo co to za impreza bez Twistera ;)
Torcik

Ekipa w komplecie: od lewej: (front) Jake, Ann, Katie, Cassie W. (jubilatka), Carolina, Olivia; (tyl) Ashley, ja, Gabby, Cassie L. i Peter Ta.

Twister xD

No, dzisiaj symbolicznie. Bo sie nic nie dzieje (bo na nic nie mam czasu przy probach codziennie do 18:30 :/ )
.
Link 11.02.2010 :: 01:39 Komentuj (4)
No i strasznie zaniedbalam tego bloga. A obiecalam sobie przed wyjazdem, ze bede grzecznie pisac regularnie. Bee Kasia.
W kazdym razie, notka zainspirowana pomyslem Magdy Z., ktorej bardzo dziekuje. I z dedykacja dla mojego kochanego Taty, ktory sie stesknil za moimi wypocinami ;)
Oto jak wyglada moj przecietny dzien podczas przygotowan do musicalu, czyli przez ostatni miesiac:
Wstaje sobie rano (zbyt rano). Jem sniadanko - platki. Czasem jakas kanapke (jezeli nie ma platkow, co sie rzadko zdarza). Ogarniam sie. Chyba dorastam, bo coraz wiecej czasu spedzam rano w lazience ;) Potem przyjezdza Betsy, moja wybawicielka, dzieki ktorej juz nie musze odmrazac sobie tylka na przystanku czekajac na autobus ;] Wiec wychodze. O barbarzynskiej godzinie. Zrozumcie, w domu to ja o tej porze spie (bo mamusia mnie kocha i podrzuca mnie do szkoly ;] )

Czas na pierwsza lekcje - algebra. Boze, jak mozna dac czlowiekowi matme jako pierwsza rzecz z samego rana, o 7:30?! Ale niezle sobie radze (z moim kalkulatorkiem, ktory rysuje za mnie funkcje xD bede za nim tesknic... )
Zwroccie uwage na pytanie nad tablica korkowa. Ja zawsze odpowiadam: NIE.

Patrzcie jaka jestem madra ;D To kartkowka z pracy domowej. Bo Kasia teraz CODZIENNIE ma zrobiona prace domowa. Mam nadzieje, ze mi to zostanie...

Dalej - przemarsz wojsk Napoleona przez Syberie, czyli innymi slowy uczniow z jednego budynku do drugiego - fizyka.

Fuuuj. Uwielbiam mojego nauczyciela, ale samej fizyki nie lubie. Ale przynajmniej ktos mi w koncu powiedzial jakim cudem motocyklisci nie wywalaja sie na zakretach, kiedy sie tak przechylaja ku ziemi. Albo ci rowerzysci, co jezdza w kolko, pod katem, z zawrotna predkoscia. Fizyka! ;)

Nastepna lekcja to newspaper. Mam swietnego nauczyciela, ktory jest przezabawny, ale zna sie na rzeczy. Nazywa mnie Kate The Queen of Journalism. To dzieki Tobie, tato :) Okazalo sie, ze newspaper jest moja najbardziej intensywna lekcja - mnostwo prac domowych i w ogole. Hardcore. Ale jest strasznie fajnie :)

Po newspaper nastepuje najlepsza czesc dnia - lunch. Zazwyczaj, gdy nadchodzi ten piekny czas, umieram z glodu, wiec jest on nie lada przyjemnascia. Poza tym spedzam urocze pol godziny z moimi najblizszymi znajomymi, wiec czego tu chciec wiecej?
Taco salad xD Zazwyczaj jem normalna salad, ale tego dnia akurat nie bylo. Buu. Ale to tez dobre ;)

My lunch buddies - Gabby (Monika, ona przebija nawet Twoj sarkazm), Ann (wiecznie zabiegana czlonkini samorzadu szkolnego), Jake (tia... czemu zrobil taka mine, to nikt nie wie ), Cassie (jak tylko nasze spojrzenia sie krzyzuja podczas jedzenia, to zaczynamy sie smiac. Nikt nie wie dlaczego. My tez nie. :P ), Ashley (najbardziej zorganizowana osoba, jaka znam. Wybacz Madziu, ale nawet Ty jej nie pobijesz) i Katie (malutka, ale swietna tancerka. Ma tak ze 150 cm wzrostu ;P )

Po lunchu mam moja ulubiona lekcje - chor. Mamy zawsze bardzo duzo pracy, ale grupa jest swietna, wiec to czysta przyjemnosc. I pomimo iz mamy tam 25 dziewczyn, to nie ma miedzy nami zadnych konfliktow, co jak wiadomo jest niezlym wyczynem przy takiej ilosci nastolatek ;)

Po chorze jest historia swiata. Mr. Summerville jest swietnym nauczycielem, opowiada bardzo ciekawie. Najgorzej jest kiedy zaczynamy mowic cos o komunizmie (gdyz obecnie rozmawiamy o Chinach) i pyta mnie o zdanie na ten temat. Brr...
I na koniec dnia wf. Sama radosc. No, chyba, ze gramy w kosza, wtedy to najchetniej mialabym skrecona noge lub cos takiego. Na szczescie Mr. Sloothaak (tak, ja wiem, ze nazwisko ma dziwne) jest wyrozumialy dla mojej koszykarskiej ulomnosci.
Ze wzgledu na zblizajacy sie musical (premiera 3. marca), mam proby dwa razy w tygodniu + crew day (budowanie scenografii) trzy razy (w soboty tez). Wniosek - tylko w czwartki wracam do domu od razu po lekcjach. Zoltym autobusem ;D

We wszystkie inne dni koncze najwczesniej o 17:30. Taka jest cena spelniania zyciowych ambicji ;P Na szczescie cala obsada jest super, wiec mamy przy tym mnostwo zabawy i smiechu.


No, a tak dodatkowo, to w zeszlym tygodniu bylam na nartach ;) W ramach wfu xD kocham Ameryke xD Ale wyciag krzeselkowy bez podporki na nogi? Sorry, Ameryko, ale 1:0 dla Europy.

Rosy cheeks ;) Bardzo dziwnie sie jezdzi bez kasku. Po raz pierwszy od 6 lat.

Pozdrowienia zza oceanu ;)
Podsumowanie roku 2009
Link 07.01.2010 :: 02:17 Komentuj (6)
Co za niesamowity rok. Pelen niespodzianek, wzlotow i
upadkow. Ale przede wszystkim, rok spelnionych marzen.
Kiedy zaczynalam przekonywac rodzicow do tego wyjazdu, to szczerze mowiac, nie
sadzilam, ze jednak sie zgodza. Ale patrzcie, teraz jestem tutaj, w Stanach i
przezywam prawdopodobnie najwieksza przygode mojego zycia. Jestem zywym
przykladem na to, ze marzenia sie spelniaja. Ze jezeli sie czegos bardzo chce,
to mozna to osiagnac.
Siedze tu juz 4 miesiace. Nie przypuszczalam, ze ten czas zleci az tak szybko.
Ale tyle sie dzieje, ze trudno sie dziwic. Zaczynamy musical. Wspominalam, ze
sie dostalam? Tak, tak, do zespolu. Nie mam niestety "roli z
imieniem" jak to sie tutaj mowi, ale zawsze cos, no nie? Kolejny plusik
przy mojej liscie marzen :)
Minely Swieta Bozego Narodzenia. Nie mam zadnej rewelacji do opowiedzenia, bo
nie wydarzylo sie nic szczegolnego. No, moze poza tym, ze to pierwsze swieta,
po ktorych nie czuje, ze przytylam 100 kilo ;p Bo tu na szczescie nie ma
tradycji 12 dan rybnych na wigilie. Za to prezenty pod choinka zajely nam pol
salonu. Ale to chyba kwestia posiadania w rodzinie malych dzieci.
Nasza choinka
Choinka u Borgmanow (wujostwa Michelle)
Eastyn i Kristy (kuzynka Michelle) rozpakowuja pierwszy prezent...
... ktory okazal sie skrzynia z kostiumami, ktore bardzo polubil najbardziej meski mezczyzna w okolicy, Chayce xP
Sylwestra spedzilam na jednym z najlepszych koncertow w moim zyciu. W Grand
Rapids byl otwarty koncert, na ktorym za grali m. in. Boys Like Girls. O matko,
zostalam ich nowa najwieksza fanka! Byli swietni! Zalaczam dwa nagrania i fotke:
Thunder
http://www.youtube.com/watch?v=-2TN4ZWWJak
Two is better than one
http://www.youtube.com/watch?v=Zijt1ibnYjU
A z wydarzen ostatnich:
1.
Musical (Wonderful Town – 2 siostry z Ohio
przyjezdzaja do NYC spelniac swoje marzenia) ruszyl pelna para. Proby
zaczelismy w poniedzialek, a juz mamy zrobiona jedna piosenke (pod wzgledem
wokalnym, oczywiscie, bo do urzadzenia tego na scenie, to jeszcze daleko).
2.
Bylam koledowac xD To jeszcze przed swietami,
ale bylo super :) Wczesniej nasza nauczycielka choru postawila calej grupie
pizze (w ramach prezentu swiatecznego), a potem przez 2,5h chodzilysmy po
Zeeland i spiewalysmy. Przebosko. Strasznie fajna mamy grupe. 24 dziewczyny, ale
wszystkie sie dogadujemy, co jest nieco zaskakujace, jak wiadomo przy takiej
ilosci nastolatek :P
Z Cassie Lampen, znana tez jako Lassie Campen :P Jedna z moich najlepszych kolezanek :)
c'est moi :) (dobrze, ze Cassie nie widzi tego zdjecia, bo by mnie zabila ;P )
a to juz samo koledowanie (od lewej: Mrs. Searls, Carlya, Kenda, Ana, Sarah)
a tu zasluzony odpoczynek po koledowaniu, ze Scottem, ktory postanowil nas odwiedzic
3.
Zbliza sie koniec semestru, a razem z nim
egzaminy. Booooooze, caly semestr fizyki musze powtorzyc! A ja nic za cholere
nie pamietam z poczatku roku :P Ale przynajmniej skonczy mi sie American
Literature, przedmiot, ktorego nie trawie. A raczej nauczyciel ;P
4. Wczoraj na interior design bylismy na zarabistej wycieczce w siedzibie Haworth. To taka firma projektujaca budynki uzytkowe, rozne nowoczesne biurowce itd. Ale bylo ekstra! Wszystko nowoczesne, ruchome sciany (oragniacie?! W kazdej chwili mozesz sobie przesunac sciane i masz wiekszy/mniejszy pokoj xD ), ogrod na dachu, wentylacja od podlogi, a nie od gory jak wszedzie (bo to podobno zdrowsze i szybsze), wszystko zasilane energia sloneczna... Po prostu mega!
Generalnie jest cacy xD
Ostatnie wydarzenia
Link 14.12.2009 :: 01:33 Komentuj (2)
A wiec tak: Swieta juz ewidentnie nadeszly (pomimo, ze mamy
jeszcze 2 tygodnie do nich ;P ). W domu rodziny Williams przy South Maple Court
w zeszly weekend pojawila sie wielka choinka :) Oczywiscie, zeby dostarczyc mi
urokliwych wrazen, pojechalismy na farme choinek i sami ja wybralismy i
scielismy. Pomijam fakt, ze przez ostatnie 15 minut drogi, Eastyn plakala. Nie,
przepraszam, ona nie plakala. Ona sie darla. Naprawde nie bede miala dzieci.
W kazdym razie, efektem tej wyprawy byla sliczna choinka, ktora teraz dekoruje
nasz salon :)


W ciagu tygodnia jedynym ciekawym wydarzeniem byl pierwszy Snow Day (a raczej 2
xD ). Snow Day to taki day, kiedy snieg pada i wiatr wieje tak mocno, ze
autobusy szkolne nie moga jezdzic. Czyli zamyka sie szkoly xD
Tutaj, na zdjeciu, nie wyglada to az tak strasznie. Ale w ciagu dnia byly momenty, ze tego domu na przeciwko nie bylo widac.

Za to weekend byl conajmniej ciekawy :) W piatek i w sobote wieczorem odbywal
sie Madrigal Festival. Madrigals to najlepsza grupa choru w naszej szkole i co
roku robia pokaz osadzony w czasach sredniowiecznych, a dokladniej mowiac w
formie uczty na dworze krolewskim. Ja zglosilam sie do pomocy przy nim, czyli
generalnie do robienia za kelnerke :) Bylo strasznie fajnie. Wiecie, kostiumy i
to wszystko xD Oczywiscie nie obylo sie bez wpadek, np. w postaci zepsutej
plyty, do ktorej mial byc pokaz taneczny (ale nasza gwiazda, Josh, uratowal
sytuacje i zaczal spiewac melodie, do ktorej mieli tanczyc. Wiec wszystko sie
udalo)
A oto my, lovely wenches (powiem tylko, ze w slowniku "wench" figuruje jako DZIEWOJA ;P )
z Kendra
z Kirsten
pelne kostiumy
z Marissa (to juz nie DZIEWOJE, tylko goscie na dworze - Madrigals)
z Ashley
z Reesem, moim ulubionym rycerzem xD chociaz na tym zdjeciu wyglada conajmniej przerazajaco ;P
Poza owym wydarzeniem, mielismy tez nasze swiateczne przedstwienia charytatywne
(to w sobote przed poludniem). Poszlo nam bardzo dobrze :) Zebralismy mnostwo
darow, wiec pelen sukces :) No i moj debiut na scenie Zeeland High School :]
Dzisiaj mialam swiateczny koncert choru. Oczywiscie nie wszystko poszlo zgodnie
z planem (jedna piosenka nagle zrobila sie dwa razy wolniejsza niz zazwyczaj,
przy innej glos mi sie trzasl ;P tradycyjne problemy). Ale jak Wam wiadomo,
spiewanie zawsze sprawia mi przyjemnosc, wiec OK :)

Ciekawostka a propos Amerykanow (bo tak jakos mi sie przypomnialo):
Tak jak my w Polsce witamy sie pocalunkiem w policzek, tak oni nie robia czegos
takiego. Dla nich pocalunek gdziekolwiek jest czyms bardziej
"intymnym", przeznaczonym tylko dla najblizszych. Za to jest duzo
przytulania ;P
o wszystkim i o niczym
Link 30.11.2009 :: 23:26 Komentuj (2)
Upss, troche tego bloga zaniedbalam. Nawet nie troche ;P
Co tam u mnie? Przezylam kolejne amerykanskie swieto - Thanksgiving (dla niekumatych: Swieto Dziekczynienia). Jak wszyscy zapewne wiedza, znakiem rozpoznawczym tegoz swieta jest indyk. No wiec oczywiscie i rodzina Williamsow z Kasia gratis miala indyka xD Przyszli wujek i ciocia Michelle z ich dwiema corkami, Kayla i Kristy oraz Scott, jeden ze studentow Quincy'ego (biedne dziecie musialo pracowac w srode wieczorem i w piatek rano, wiec nie chcialo mu sie jechac do domu, pomimo iz studenci tez maja przerwe z okazji thanksgiving, wiec wszyscy inni sie wyniesli). Generalnie bylo bardzo sympatycznie. Taki mily rodzinny obiadek z indorem na srodku ;P Ale jak sie ma male dzieci, to niestety wszystko zakloca telewizor ;P Bo wez tu sprobuj posadzic Chayce'a na tylku jesli nie ma wlaczonej Myszki Miki. Impossible. Wiec, moi drodzy rodzice, mozecie podziekowac panstwu Williamsom, bo dzieki nim nie bedziecie miec wnukow z mojej strony :P
Ale prawdziwa jazda zaczela sie nastepnego dnia: zawsze dzien po Thanksgivin jest "Black Friday" - mega wielkie wyprzedaze. Wszedzie. Znizki 50% albo i wiecej. Tylko ze jest haczyk - zaczynaja sie o jakichs chorych godzinach, jak np. 4-5 rano ;) Wiec Kasia i Michelle podniosly swoje szanowne cztary litery z lozek o godzinie 3:45 i pojechaly na podboj xD Boze, co za szalenstwo! Kojarzycie jak czasem na filmach pokazuja, jak ludzie sie bija o rzeczy itd? To bylo niemalze tak szalone ;P Ale smiesznie bylo. Kupilam wszystkie prezenty swiateczne :) No, prawie wszystkie ;P
Hm... Poza tym, to bylam na swoim pierwszym meczu hokeja na lodzie xD Matt, kolejny student Quincy'ego, gra i uparl sie, ze musze przyjsc zobaczyc (juz raz zdazyl sie na mnie obrazic, ze nie przyszlam. Nie moja wina, ze mecz byl o godzinie 23:30 w SRODE! Kto normalny wymysla cos takiego?!) Jejku, jaki ten sport jest smieszny xD Obijaja sie o sciany i w ogole ;P Cale szczescie, ze Michelle tez nie ma o tym zielonego pojecia, przynajmniej nie czulam sie jak idiotka ;P Oczywiscie jak wiadomo, ja przynosze pecha, wiec druzyna Matta przegrala. Ja naprawde jestem przekleta!
Niestety, tym razem nie mam zadnych zdjec... Jakos tak nie ma okazji. Bo na mecz zapomnialam aparatu (brawa dla mnie ;P )
tak po prostu
Link 03.11.2009 :: 03:10 Komentuj (4)
Pierwsze typowo amerykanskie swieto mam juz za soba –
Halloween. Ze wzgledu na KOSZMARNA pogode (zimno jak cholera i deszcz sie z
nieba leje) zdecydowalysmy z dziewczynami darowac sobie “trick or treating” i po
prostu spotkalysmy sie w piatek na ogladanie filmow. Skonczylo sie tylko na
jednym, bo trzeba bylo wstac nastepnego dnia (WSZYSTKIE moje najblizsze
kolezanki pracuja :P cos mi sie wydaje, ze po powrocie znajde sobie jakas prace
na chociaz czesc wakacji ;] ). Oczywiscie w szkole roilo sie od roznorodnych
kostiumow (podejrzanie popularny byl Robin Hood ;P ). Ja bylam zombie – cialem zamordowanej
w biurze businesswoman xD Fajnie bylo xD
z Cassie (byla Dugiem - psem z tego filmu animowanego o dziadku, ktorego dom odlecial dzieki balonikom xD i ten taki harcerzyk do niego przylazl i wciskal mu jakies czekoladki czy cos takiego ;P)
z Gabby (byla morderca - to ona mnie zabila ;] 
Marissa
Poza Halloween, to jedyna ciekawa rzecz, ktora sie dzieje to
to, ze premiera szkolnej sztuki juz w czwartek. To bedzie hit xD Sztuka nazywa
sie “The Learned Ladies” (Moliere) I jest przezabawna ;] No I oczywiscie stroje
i dekoracje sa niesamowite (akcja toczy sie w XVII wieku, wiec wiecie, takie
ogromne peruki itd)
Scene shop - to tu dzieja sie cuda ;)
Boska scenografia - wszystko zbudowane przez uczniow (brawa dla Bobbie i jej ekipy xD )
a tu troche zdjec z golfa (owszem, gralam w golfa ;P ) Troche dawno to bylo, ale zdjecia sa smieszne ;P
Klatwa! i inne atrakcje
Link 23.10.2009 :: 17:25 Komentuj (6)
Zaczynam wierzyc w klatwy. Seryjnie. Mnie dopadla klatwa
dwudziestego drugiego kazdego miesiaca. Przeklety dzien. 22. sierpnia - podczas
podrozy tutaj o malo nie uciekl mi samolot w Chicago do Grand Rapids (zmienili
mi gate w ostatniej chwili, kiedy ja siedzialam sobie spokojnie przy innym,
zaczytana w "Intruzie"). 22. wrzesnia - moj pierwszy (i jak na razie
ostatni) dzien kryzysu zwiazanego z tesknota za domem. A wczoraj? Ugh, lepiej
nie mowic. Najpierw padl mi telefon w nocy, wiec budzik mi nie zadzwonil. Wiec
wchodzi do mnie, do pokoju Quincy, o godzinie 7:20 (o 7:30, przypominam,
zaczynaja sie lekcje) i pyta, czy ja przypadkiem nie mam dzisiaj szkoly.
No to ja wyskakuje z lozka i 5 minut pozniej jestem gotowa. Tylko czuje sie jak
worek zdechlych kartofli, wiec Michelle wysyla mnie z powrotem do lozka. A ja
MUSZE byc w szkole! NIE MOGE byc chora! W sobote mamy koncert choru i mam
spiewac "For Good" z "Wicked" z moja kolezanka. Najlepsza
piosenke na swiecie (no dobra, jedna z najlepszych)! Nie moge byc chora! I kto
mi powie, ze to nie klatwa?! A na dodatek, snilo mi sie, ze moj tata kazal mi
liczyc jakies kosci w kolanie, czy co to tam bylo, a kolo mnie stal Mariusz
Wlazly (nie pytajcie skad sie tam wzial bo nie mam zielonego pojecia) i nie
mogl sie zdecydowac, ktory kostium King Konga na siebie zalozyc, wiekszy czy
mniejszy. Jezeli sny faktycznie sa jakims tam naszym odzwierciedleniem lekow i
pragnien, to ja sie zaczynam bac swojej glowy ;P ale moze to przez goraczke.
A teraz obalamy mity o Ameryce:
1. Nie wszyscy sa grubi. Szczerze mowiac, wiekszasc poznanych przeze mnie osob
ma normalne sylwetki, ludzi otylych nie ma wcale tak duzo.
2. Dla odmiany nie wszystkie cheerleaderki to patyki ;P niektore sa, ze tak
powiem "przy kosci". I dobrze! W koncu wszyscy maja prawo wspierac
nasza druzyne, prawda? Druzyne, ktora notabene, ostatnio zaczela wygrywac :P
3. Nie ma podzialow na popularych i niepopularnych. A przynajmniej w mojej
szkole nie ma. Niby owszem, kazdy ma swoje miejsce w stolowce, ale z wyboru, a
nie z przymusu. Ja dziekuje Bogu za moje ;P fajnych ludzi poznalam ;)
4. Teraz bedzie bomba: ten slynny "American Dream" nie zdarza sie
tylko w filmach. Na moich oczach jeden sie spelnia. Tak w skrocie: Amy
(dziewczyna z mojej fizyki, z ktora bylam na pierwszym szkolnym meczu) gra na
pianinie od 14 lat. No i dwa tygodnie temu przyszedl do niej producent i
zaproponowal nagrywanie muzyki do filmow! Za OGROMNA kase. No wiec ona
oczywiscie (po dlugich negocjacjach) sie zgodzila i normalnie zyje teraz jak
gwiazda! W zeszly weekend byla na jakiejs imprezei w Chicago i... poznala
MAtthew McConaugheya! Nie "widziala go", ona go POZNALA. Zycie nie
jest spraiwedliwe. A w sobote idzie na zakupy. KUPIC SOBIE SAMOCHOD! Po 2
tygodniach pracy stac ja na samochod. To NIE jest normalne ;P
Teraz z gatunku rozne roznosci:
We wtorek mialam pierwszy koncert choru i oczywiscie bylismy zajebisci xD Jak
tylko Quincy laskawie zrzuci film z kamery na komputer, to wrzuce na youtube i
zamieszcze tu link :)
z Katie ;) Kolejna wariatka xD

z Marissa :) dziewczyna ma glos jak dzwon!

z Brooke po najglupszym filmie jaki ostatnio widzialam ("Where the wild things are")

:) Bo zycie JEST piekne :)
Link 06.10.2009 :: 00:07 Komentuj (1)
Uwaga, teraz bede sie przechwalac xD
*Pobilam swoj zyciowy rekord. Po zaledwie 4 lekcjach dostalam solowke na koncercie choru, ktory bedzie 20 pazdziernika! Go Katie, go Katie! :):):):):):) Mozecie sobie wejsc na youtuba i wpisac "Mama who bore me". Tam bede kawalek spiewac xD xD xD
*Zaczynam ogarniac football amerykanski! Nie dosc, ze rozumiem juz spora czesc zasad, to nawet powoli ucze sie rzucac ta dziwaczna pilka i nawet czasem udaje mi sie ja zlapac (a wezcie sobie sprobujcie zlapac cos takiego, szczegolnie jak jest rzucone, przez goscia, ktory od 10 roku zycia nie robi nic innego poza rzucaniem :P )
*Dostalam moj pierwszy progress report z am. lit. i... jak na razie mam A! 95%! Yea me!
*Kolejne B z matmy ;]
*W sobote bylam na moim pierwszym meczu footballowej ligi uniwersyteckiej ze studentami Quincy'ego, Mattem i Scottem. Uwielbiam tych chlopakow, zwlaszcza Scotta :) Ale moze to wszyscy Amerykanie sa tacy? Przez caly wieczor staral sie, zebym sie jak najlepiej bawila i w ogole :) Probowalam zrozumiec wiecej a propos tych ich collegow i tych wszystkich stowarzyszen, bractw i innych tego typu spraw, ale to zbyt skomplikowane :P Bo ja nadal nie ogarniam jak mozna sie az tak przyjaznic z nauczycielem, jak Quincy i jego studenci...
*Kupilam sobie buty zimowe xD takie a la emu :P Boze, zaczynam pisac o glupotach :P
Nie wiem co jeszcze moge Wam powiedziec, wiec moze sobie juz daruje :P
Buziaki :*
Chicago - The Windy City
Link 29.09.2009 :: 22:32 Komentuj (4)
Kilka rzeczy, ktore musicie wiedziec o Chicago:
1. Faktycznie mieszka tam duzo Polakow :P I nie sa mili (mysla, ze nikt ich nie rozumie, wiec przeklinaja ile wlezie itd)
2. Zawsze wieje. Zaaawsze. Ale to w sumie nie dziwne biorac pod uwage rozmiar jeziora (na pierwszy rzut oka wydaje sie, ze to morze a nie jezioro :P)


3. Chicago jest wieeeeelkie. I wszystko jest takie wysooookie. W sensie ze budynki :P Ludzie sa normalni :P


4. Mnostwo Starbucksow (kolo naszego hotelu byly dwa w odleglosci dwoch minut spacerkiem od siebie :P ) Przed jednym zlapali mnie paparazzi :P

5. Kierowcy sa nienormalni. Trzeba miec oczy dookola glowy, zeby przezyc.
6. Lubisz facetow w mundurach? Idz do Navy Pier (to takie duuuuuuzoe centrum rozrywki). Ale tylko, jezeli masz duzo kasy, bo straszliwie tam drogo.

7. Robia zajefajna pizze. Z takimi wysokimi brzegami, ze az sie ser i sos pomidorowy wylewa.

birthday girls

Wycieczka byla strasznie fajna :) Takie dwudniowe wakacje ;]
Zmienilam swoj plan lekcji - bede miala chor zamiast historii swiata :P Troche zaluje, bo nauczyciel bardzo fajny, ale nie mozna miec wszystkiego. Oczywiscie ten chor to tylko taka namiastka cudownego ASMu i zajec pani Leny, ale co poradzic :P Dzisiaj bylam tam pierwszy raz i niestety odkrylam ze mam spore zaleglosci. Musze sobie posluchac piosenek, ktore spiewamy i sie poduczyc tego, bo w piatek casting do solowek. A Kasia chce solowke xD
Generalnie, to bylam w strasznym szoku jak weszlam do sali choru. Wszystkie dziewczyny (bo to babska grupa) zaczely sie ze mna witac i mowic, jak to fajnie, ze jestem. To bylo bardzo mile. Wszyscy tutaj sa niesamowicie pozytywnie nastawieni do zycia i do ludzi. Oni chca cie poznac i w ogole. Chcialabym, zeby tak wygladalo zycie w Polsce - wchodzisz gdzies, gdzie nikogo nie znasz i wszyscy cie serdecznie witaja :)
I na koniec pare zdjec z Chicago...
Hard Rock Cafe. Strasznie mi sie niebo podoba na tym zdjeciu :)

Miasto noca

Michigan Avenue. Taki nasz Nowy Swiat albo Plac Trzech Krzyzy - mnostwo lansiarskich, drogich sklepow itd.

Homecoming
Link 20.09.2009 :: 17:41 Komentuj (2)
No, teraz w koncu mi sie zycie tutaj rozkreca xD
W piatek mialam tone atrakcji. Po pierwsze lekcje byly skrocone, bo na koniec dnia odbywalo sie Assembly, czyli takie... zbiorowe cheerleadingowanie :P Pokaz cheerleaderek, prezentacja druzyn i konkursy dla klas. Oczywiscie kto wygral? Seniors xD
Po drugie w koncu mialam pierwsze spotkanie ZHP (Zeeland High Players). Mialysmy niezla zabawe otwierajac wszystkie puszki z farbami i probujac wymyslic dla nich nazwy ;P PRzed Fall Show, ktore jest w listopadzie, jestem w ekipie technicznej (arts), ale pozniej jest musical xD I do tego, to juz MUSZE sie dostac =D
Po trzecie wieczorem byl nasz homecoming game xD moj pierwszy mecz footballu xD Pojechalam z Amy, dziewczyna z ktora mam fizyke i bylo strasznie fajnie :D Poza tym, ze dostalismy strasznie w dupe od Hamilton (7:49! kazdy touchdown to 6 pktow, a po przylozeniu druzyna ma cos w rodzaju rzutu karnego za 1 pkt. Jaki z tego wniosek? My mielismy jedno przylozenie, a oni 7 ;P ) Ale bylo fajnie :) Wszyscy kibicowali jak szaleni, poznalam troche nowych ludzi, wiec wieczor udany :)
z Amy
Ale najlepsze bylo jeszcze w szkole, bo udalo mi sie znalezc towarzystwo na homecoming dance! Jako ze zmienil mi sie nauczyciel historii, to jadlam lunch o innej porze niz zwykle. Nie moglam znalezc Chelsea (mojej lunchowej towarzszki) wiec usiadlam na swoim stalym miejscu i zajelam sie konsumpcja wyzej wymienionego lunchu. No i dosiadla sie do mnie grupka dziewczyn i jakos tak zaczelysmy sobie gadac. Jak powiedzialam, ze jestem exchanged, to zasypaly mnie tony pytan ;P Ale to jest bardzo mile :) Tych ludzi naprawde interesuje swiat! Wcale nie uwazaja, ze Ameryka jest jakims centrum kosmosu i wszystko inne jest nudne ;P W kazdym badz razie, w pewnym momencie temat zszedl na mecz i bal. Dziewczyny zapytaly, czy ide, a ja na to, ze na mecz tak, ale na dance raczej nie, bo nie mam towarzystwa. Na to Ashley (chyba wszystkie Ashley na swiecie to blondynki! :P ) powiedziala, ze ona moze mnie zabrac ze soba, ze najpierw spotyka sie z przyjaciolkami i jada cos zjesc, a potem na zabawe. Stwierdzila, ze chetnie mnie przygarnie. Jejku, zrobilo mi sie tak milo :):):)
Tak wiec wczoraj o godzinie 18:10 siedzialam odstawiona na bal w samochodzie z zajebista dziewczyna, ktora poznalam 30 godzin wczesniej i czulam sie jakbym znala ja od lat. Pojechalysmy do domu jej przyjaciolki Brooke, zeby porobic zdjecia. Bylo nas lacznie 6 (ja, Ashley, Brooke, Cassie, siostra Brooke - Amy i jej przyjaciolka, ktorej imienia za chiny nie moge sobie przypomniec =P). Po sesji pojechalysmy do Panara Bread na kolacje. To takie polaczenie Salad Story i Starbucks'a :P
od lewej: Brooke, Cassie, Ashley, ja, Ta-Ktorej-Imienia-Nie-Pamietam i Amy
yeah, wyszlo xD
z Brooke
Juz o 20:30, poltorej godziny spoznione, wyladowalysmy na balu. Boze, muzyka byla koszmarna ;P Strasznie duzo wolnych piosenek albo wszystkie na jeden bit, ktory byl zbyt monotonny zeby sie dalo fajnie tanczyc. Tylko ostatnie 20 min bylo ok, bo puscili ze 2 piosenki Jacksona, Disturbie Rihanny i Makarene :P I wiecie co jeszcze zrobili? Puscili "You belong with me" Taylor Swift, po czym przyerwali ja w polowie puszczajac Kayne Westa! Wszyscy zaczeli krzyczec, buczec i gwizdac. Ale oni tego nie wylaczyli! To bylo strasznie dziwne. Hello, prezydent tego kraju nazwal tego palanta "jackass", wiec wypadaloby go po chwili wylaczyc! Ale nieee :P
Ale poza tym, ze muzyka byla dupna, to bawilam sie swietnie. A dlaczego? Bo bylam czescia grupy. Bylam otoczona ludzmi, ktorzy chcieli, zebym tam byla :) Najlepiej udowadniaja to slowa Ashley, gdy odstawila mnie pod dom. "To do zobaczenia w poniedzialek. Bo wiesz, ze musisz usiasc z nami na lunchu?".
A to Ashley i ja :) Uwielbiam ta dziewczyne xD Czy wspominalam, ze jest przewodniczaca ZHP? :P Swiat jest maaaaly :P
Hej, z kazdym dniem jest lepiej :):):):):):)
Credits: Sweet November & Coby17
Wszelkie prawa zastrzeżone! Wspierane przez Blog & instrukcje na bloga
Menu
Strona głównaO mnie






































































